XXIII Beskidzki Rajd Pojazdów Zabytkowych

 

Uczestnicy Rajdu zaczęli przyjeżdżać do Jaworza w czwartek już  od wczesnych godzin popołudniowych. Jako pierwszy zameldował się Andrzej Domowicz  ze swoją przepięknie odrestaurowaną  Warszawą  M20 z 1956r., którą przyjechał na kołach z Poznania. Zaraz  za nim zjawili się następni goście z Wielkopolski. Zawodnicy dojeżdżali aż do późnych godzin nocnych. W sumie do piątku przyjechały 32 załogi.

W piątek o godzinie 8:30 odbyła się odprawa zawodników, krótkie omówienie trasy, itinerera i parę słów o czekających atrakcjach. Godzina 9:01- start pierwszego zawodnika. Już na starcie  zawodnik z nr startowym 7 miał kłopoty i uzyskał pierwsze punkty karne. Zawodnicy wyruszyli z Jaworza w kierunku Bielska –Białej. W Wapiennicy miała miejsce pierwsza próba: trzy pojemniki, a w nich płyny samochodowe. Należało odgadnąć co to za jedne. Rozpoczęła się ostra rywalizacja. Niektórzy tylko oglądali i wąchali, ale byli i tacy co nie powstrzymali się od spróbowania. Kilka załóg rozwiązało zadanie bezbłędnie i poznało, że w pojemnikach był płyn chłodzący, olej silnikowy i płyn hamulcowy. Dalsza trasa biegła  w kierunku parkingu koło Makro. Po drodze kolejna próba- trzy jednakowe pudełka z różnymi ciężarami w środku, należało podać ciężar z dokładnością do 0.5 kg. Niestety tutaj nikt nie odgadł bezbłędnie. No i pod Makro pierwsza próba zręcznościowa kierowania pojazdem. Zjawiły się media, byli reporterzy TV, kilku stacji radiowych oraz przedstawiciele prasy. Przy starcie drobne zamieszanie (telewizja nie chciała opuścić bagażnika potężnego Chryslera Imperial), ale wszystkie załogi ruszają dalej. Niedaleko znak Stop. Ukryta kamera filmuje zawodników. Prawie połowa aut przemyka bez zatrzymania. Chwilę później nowa zabawa- strzelanie z łuku. Na tę próbę kilku zawodników nie dociera. A jedna jedzie totalnie w „maliny”. PKP 5 -dostajemy żarówkę samochodową i trzeba określić gdzie jest masa oraz który styk jest do czego. Wreszcie dojeżdżamy do PKC-u. Chwila wytchnienia, ale nie dla dwóch załóg, które notują tutaj spóźnienie. Start do dalszej trasy. I niedaleko tuż przed mostem na Wiśle  nowe zadanie: samym brzeszczotem należy przeciąć pręt 5mm. Trochę brzeszczotów połamanych, lekkie otarcia naskórka, ale próba zaliczona i w drogę. Zgodnie z tradycją naszych rajdów zaczyna solidnie padać. A tu następna zabawa: trzy worki, w nich zaszyte różne części samochodowe. Po krótkim zastanowieniu: pompa paliw, pompa wodna i palec rozdzielacza. Największy problem sprawiał palec rozdzielacza. Niestety damska załoga bez szans na odgadnięcie. Pszczyna wita nas w deszczu. Jeszcze tylko pytania z Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego ( oj kiepsko, kiepsko znamy nowe przepisy) i obiad.

Pojazdy odpoczywają na pięknym Rynku, a zawodnicy udają się na zwiedzanie Pałacu. Na szczęście przestaje padać i można przespacerować się po pałacowym parku.

O godzinie 14:31 start do dalszej jazdy, a przed zawodnikami kolejne niespodzianki. Tym razem na specjalnie przygotowanym rowerze: czyli przednie koło scentrowane, skrzywiona kierownica i siodełko, przełożenie 1:1, hamulec na tylne koło, proszę wykonać drobny slalom. Uff, jedziemy dalej. Następna przeszkoda- należy na czas nakręcić jak najwięcej różnych nakrętek. Na kolejnym PKC-u  zawodnik z nr 32 w DKW F8 ma problemy z ruszeniem. Wysypała się choinka skrzyni biegów. Ale pozostały dwójka, trójka no i wsteczny. Przy drobnej pomocy podczas ruszania pod górę dalej w drogę. To już ostatni etap w dniu dzisiejszym. Jeszcze tylko rzut korbowodem, próba najechania na płytki, przejazd pięciu metrów z zawiązanymi oczami i już meta. DKW na noc do domu do Cieszyna, naprawa skrzyni biegów, a od rana dalsze zmagania.

Niestety po pierwszym dniu musiał nas opuścić Stasiu Tabisz  swoim Chryslerem Imperial. Ale zjawiło się dwóch nowych zawodników.

W sobotę o godzinie 9:01 start pierwszego zawodnika. Po odpoczynku piloci mieli kłopoty ze zdążeniem na start. Kilku zawodników po planowym starcie albo cierpliwe czekało, albo szybko wracało po pilotów. Na trasie już tylko jedno zadanie do rozwiązania. Na ziemi ułożono pięć atrap, należy rozpoznać do jakich samochodów należą. A były to: Mercedes, Fiat, Hansa (która sprawiała najwięcej kłopotów przez ślad znaczka bardzo zbliżonego do elipsy Forda), Wanderer, Citroen i Opel. Pierwszy przyjazd na lotnisko i już ostatnia, punktowana do Rajdu,  próba sprawności.  Zawodnicy chwytają się różnych sztuczek, żeby ich pojazdy lepiej zachowywały się na trawiastej próbie. Załoga nr 23 jadąca malutkim FIATem 500D z 1963 ściąga posiłki, i do tego mikroskopijnego autka wsiada czterech potężnych zawodników: kierowca, pilot oraz zaprzyjaźnieni „gangsterzy”. Poświęcenie samochodu oraz wysiłki kierowcy niestety na niewiele się zdały.

Po zakończonej próbie zawodnicy jadą pod Ratusz, a tam tradycyjnie obiad i Konkurs Elegancji. Ci co nie widzieli, niech żałują. Większość zawodników poprzebierało się w stroje z  okresu nowości swojego pojazdu. Zawodnicy z Plymoutha przebrani za gangsterów, z Forda A wysiada dwóch farmerów, z Willysa Knight wysypuje się cała rodzina w romantycznych strojach, Willys MB  wiezie samych wojskowych, ale to trzeba było zobaczyć na własne oczy. Jury miało naprawdę potężne kłopoty komu przyznać puchar. I tak, w konkursie  elegancji  Puchary  dostali nr  startowy 9 Mercedes 320 Pulman Czesława Gąsiora ( był to debiut tego auta po renowacji),  nr 27 BMW 327 Józefa Grychtoła, nr 4 Austin Healey Jarosława Ciurzyńskiego. Po konkursie powrót na lotnisko, a tam mnóstwo atrakcji: pokaz pojazdów, pierwszy lot repliki samolotu RWD 5, pokazy modeli samolotów, loty różnych samolotów i śmigłowca. Dla uczestników Rajdu przewidziano również lot samolotem, poczęstunek oraz jeszcze jedną próbę dla ochotników  o puchar Aeroklubu. W trakcie tej próby zdarzyła się drobna  stłuczka. Za blisko mety próby podjechała załoga Gaza 69 i Rudek Gruszka swym BMW 2000c nie miał na trawie szans wyhamować. Zresztą ten Gaz miał pecha, najpierw na Konkursie Elegancji uszkodził zderzak  Fiata 508, a teraz BMW.

 Na pokazie na lotnisku pojawili się również motocykliści swoimi pięknie odnowionymi maszynami. Pokaz na lotnisku, to było niezapomniane przeżycie. Należało to zobaczyć. Ani opis, ani zdjęcia tego nie oddadzą.

Pozostał jeszcze Bal Komandorski z ogłoszeniem wyników i rozdaniem nagród.

W XXIII BRPZ zostały sklasyfikowane 34 załogi. Były obsadzone klasy: Vintage A  pojazdy do 1930 roku- 3 załogi , Vintage B do 1945 roku- 11 załóg i Post 45- 20 załóg. Zwycięzcą Rajdu oraz klasy Vintage B została załoga nr 3 samochodem Fiat 500 Topolino roadster z roku1938 kierowca Michał Połczyński, drugie miejsce załoga nr 6-  Plymouth z roku1933, kierowca Andrzej Chmielewski, trzecie miejsce nr 30- Willys MB z 1943 roku, kierowca Daniel Doroszewski. Klasę Vintagę A wygrała załoga nr 29- Ford A z 1929 z kierowcą Jerzym Szumańskim, a klasę Post 45 nr startowy 26- Volkswagen Karmann-Ghia z 1963 roku, kierowca Jędrzej Piotrowski.

W V Eliminacji do Mistrzostw Polski w klasyfikacji drobne zmiany :

  1. Andrzej Chmielewski Plymouth nr start. 6
  2. Michał Połczyński Fiat 500  nr start. 3
  3. Jerzy Szumański Ford A  nr start. 29 

Klasyfikacja drużynowa

  1. Automobilklub Wielkopolski
  2. Automobilklub Lubelski
  3. Automobilklub Śląski
  4. Automobilklub Beskidzki
  5. Automobilklub Krakowski

Przedstawiciel miesięcznika „Automobilista” -Andrzej Karbowski wręczył specjalną nagrodę, akwarelę Majkowskiego, Andrzejowi Domowiczowi z Poznania za czynne propagowanie historii polskiej  motoryzacji, czyli pokazywanie Warszawy M20 od Bałtyku aż po Tatry.

Były jeszcze i inne nagrody. Miasto Pszczyna wręczyło puchary podczas postoju na rynku. Były puchary dla pechowców, był puchar Komandora, były nagrody rzeczowe od sponsorów. I prawie każdy zawodnik odjechał z jakąś nagrodą do domu. Myślę, że w przyszłym roku o podobnej porze spotkamy się w szerszym gronie w Beskidach.